Przejdź do głównej zawartości

Polecane

PRZEPRASZAM CIĘ SYNKU

Przepraszam Cię synku, jeżeli w którymś momencie swojego życia zawinię jako matka.
Poddam się, nie podołam. Przepraszam, jeżeli kiedyś nie stanę po Twojej stronie, jeżeli się pomylę. Jeżeli Cię skrzywdzę.
Wierz mi, że zrobię wszytko co w mojej mocy, by być dla Ciebie zawsze opoką. By być osobą, do której zawsze będziesz wracał, do której będziesz mógł się zwrócić w każdym momencie swojego życia.
Jeżeli nie znajdziesz w moich ramionach ukojenia – przepraszam.

Przepraszam Cię synku za wszystkie dni, momenty, w których nie dawałam sobie rady z macierzyństwem. W których czułam się słaba, bezsilna, w których wmawiałam sobie, że nie jestem warta, by być Twoją matką.
Przepraszam za wszelkie zwątpienia. Wynikały one z wielkiej miłości do Ciebie... chciałam być perfekcyjna, móc być dla Ciebie najlepszą matką, jaką możesz sobie tylko wymarzyć. Chciałam dać Ci wszystko co najlepsze, zapominając, że bycie najlepszym nie zawsze oznacza bycie szczęśliwym..

Przepraszam Cię synku, jeżeli w którym momencie …

ZANIM ZROZUMIAŁAM



W dobie internetu matki są skazane na wieczne potępienie siedzących po drugiej stronie komputera kobiet. Od współczesnej matki wymaga się, by jej dzieci były zawsze zadbane, ubrane w markowe ciuszki. Jadły tylko i wyłącznie bio jedzenie, najlepiej same warzywa. Czekolada to grzech śmiertelny a matki, które włączają dziecku bajki na bank pójdą do piekła. Od samej kobiety natomiast wymaga się by koniecznie spalała swoje boczki z Chodakowską, ewentualnie biegała. I najlepiej, gdyby straciła ciążowy brzuszek tuż przed zakończeniem połogu. W domu oczywiście zawsze powinno być czysto, posprzątane i ugotowane. Lunch dla męża do pracy przygotowany. Ale przede wszystkim najważniejsza jest zabawa z dziećmi. Trzeba im poświęcać każdą minutę swojego wolnego czasu. Codzienne spacery stanowią zwykłą konieczność. Niezależnie od pogody, czy deszcz, czy wiatr – trzeba wyjść z dzieckiem na dwór.
Współczesna kobieta powinna mieć czas dla siebie i przyjaciółek. Chodzić do fryzjera, makijażystki i koniecznie codziennie brać długie, relaksujące kąpiele.

Przyznam się, że ja kiedyś starałam się na siłę być taką współczesną matką – zadbaną o siebie, z posprzątanym domem i nowymi hybrydami na paznokciach. Aż w końcu zrozumiałam.....

Kiedyś nie mogłam znieść widoku brudnych naczyń w zlewie, kubeczka synka leżącego na podłodze. Klocki sprzątałam nawet i pięć razy dziennie. Odkurzałam rano i wieczorem. To było, zanim zrozumiałam, że porządek w domu nie czyni mnie szczęśliwszą osobą. A wręcz przeciwnie – stawałam się coraz bardziej sfrustrowana i wkurzona. Pewnego dnia po prostu stwierdziłam, że od kranu zabrudzonego masłem nikt jeszcze nie umarł. Od brudnego talerza w zlewie nikt nie dostał alergii. A klocki na podłodze to po prostu niezbędny element wystroju naszego wnętrza. Ta sama sytuacja dotyczy również obiadów. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że można tak po prostu nie ugotować obiadu. Co ze mnie za matka i żona, która nie gotuje? A jednak. Pewnego dnia po urodzeniu drugiego maluszka po prostu zapominałam o obiedzie. I jak się okazało nikt z tego powodu nie umarł. Ba! Mąż nawet stwierdził, że fajnie od czasu do czasu po prostu zamówić pizze. Ufff i w momencie, gdy zrozumiałam, że albo będę miała porządek w domu i dwudaniowy obiad, albo zwariuję, poczułam się znacznie lepiej. Wyluzowałam.

Przed urodzeniem drugiego synka miałam zawsze czas na zadbanie o swój wygląd. Zakupy w osiedlowym sklepie? Nie obeszło się bez makijażu. Brak pomalowanych paznokci? Toż to grzech niemal śmiertelny. O szybkim powrocie do swojej wagi sprzed porodu nie wspomnę. I tak codziennie starałam się mieć zadbany dom i zadbaną siebie. Do momentu, zanim zrozumiałam, że wolę czas spędzony przed lustrem poświęcić swoim dzieciom. Pobawić się ze starszakiem w berka lub poprzytulać młodszego synka. Bo najważniejsze jest, że dla swoich dzieci i męża nawet bez makijażu jestem piękna. Kłamałabym, gdybym napisała, że całkowicie przestałam dbać o swój wygląd. Jednak nic na siłę. Gdy idę na spacer z synkiem pooglądać ciężarówki, nie przeszkadza mi, że nie wyglądam perfekcyjnie. Bo nie makijaż robi ze mnie szczęśliwą i spełnioną kobietę a mała rączka, która ściska moją dłoń.

I również zdystansowałam się do wykreowanej potrzeby spędzenia z dziećmi każdej wolnej chwili. Są dni, kiedy jestem niewyspana i po prostu nie chce mi się iść z dziećmi na spacer. Nawet gdy jest pogodnie i świeci słońce. Po prostu nie wychodzimy. Są dni, kiedy nie mam siły bawić się z synkiem. Podrzucam mu wtedy stertę zabawek a ja po prostu zanurzam się w lekturze. I nie widzę w tym nic złego. Każda kobieta potrzebuje też od czasu do czasu pobyć sama ze sobą. Wyjść na zakupy czy porobić w ogródku bez pomocników.

Zanim zrozumiałam, że idealne matki nie istnieją, byłam sfrustrowana, zabiegana. Miałam poczucie, że wciąż robiłam za mało, że się niewystarczająco poświęcam. Teraz wiem, że wykreowany w internecie wizerunki matki ma tyle wspólnego z rzeczywistością co przygody Harry’ego Pottera. Nie mam wystarczająco czasu, by mieć posprzątany dom, ugotowany obiad, by zadbać o siebie, spędzać niemal każdą chwilę z dziećmi, do tego prowadzić otwarty dom z wianuszkiem przyjaciółek. Nie mieszkam z teściową i z trzema siostrami, które by mi we wszystkim pomagały. Doba ma tylko 24 godziny. Dlatego cieszę się każdą chwilą. Nigdzie się nie śpieszę, niczego nie robię na siłę. Robię to, na co akurat mam czas i ochotę. Podobno szczęśliwa matka to szczęśliwe dzieci. Coś w tym chyba jest. Nie można być szczęśliwą goniąc za wizerunkiem, który tak naprawdę nie ma odbicia w rzeczywistości.
Jeżeli widzisz w internecie kolejny komentarz w stylu „Karmię swoje dziecko tylko i wyłącznie bio jedzeniem”, „w domu mam zawsze posprzątane, nie wyobrażam sobie bałaganu”, „nigdy nie włączam TV przy dzieciach”, „nigdy nie podaje moim dzieciom gotowców” to po prostu pomyśl – jak to dobrze, że nie jesteś tą matką, która goniąc za perfekcjonizmem zapomina co się w życiu liczy najbardziej. Ja też kiedyś taka byłam, zanim zrozumiałam, że najważniejsze dla dzieci jest bezpieczeństwo, zadowoleni rodzice, miłość, którą obdarzają siebie nawzajem. I czas, który lepiej spędzić razem na nic nierobieniu niż osobno na sprzątaniu lub gotowaniu :)



Jeżeli spodobał Ci się mój tekst zapraszam do przeczytania innych. Zachęcam również do pozostawienia śladu w postaci komentarza lub polubienia mojego Fan Page na Facebook :) Pisanie artykułów zajmuje mi sporo czasu. Pokażcie się, żebym wiedziała, że jesteście ze mną! :)

Pozdrawiam serdecznie
                                                          Emigrantka na zachodzie

 Photo by Rustic Vegan on Unsplash

Komentarze

  1. Jak dobrze przeczytać coś normalnego o macierzyństwie. Sama próbowałam być taka perfekcyjna, najgorszy wpływ miał na mnie instagram. W sumie do dziś jakiś tam ma... grunt to wyluzować i dać sobie spokój, poprosić o pomoc, a czasem olać wszystko. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że nie jest tak źle, jak o tym piszesz. Oczywiście zdarzają się fanatyczki, ale coraz więcej osób podchodzi do macierzyństwa ze zdrowym rozsądkiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma idealnych matek, dążymy do tego, aby być lepszymi, a to już bardzo wiele. :) Wspaniałe, jak dzieci czynią z nas lepszych ludzi, wiele z siebie dajemy, ale też wiele zyskujemy. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie podobno, bez ideału, ale w radości :)
    Ostatnio poruszałam podobny temat u mnie na blogu, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty