Przejdź do głównej zawartości

Polecane

O powrocie do Polski słów kilka (tych mniej optymistycznych)

              Rok temu żegnałam się z angielskim niebem. Piłam ostatnią kawę ze znajomymi w Pret A Manger. Odwiedzałam zachłannie ulubione miejsca. Pakowałam się i czekałam na lepszy czas w nowym domu - w Polsce.      To był dziwny rok. Nie gorszy ani nie lepszy niż poprzednie. Będąc jeszcze w UK, wyobrażałam sobie życie w Polsce, jako jedne wielkie wakacje. Rzeczywistość, jak zwykle, okazała się inna. Szczerze mówiąc, większość czasu upłyneła nam na chorobach, pobytach w szpitalach, kwarantannach. Od marca praktycznie jesteśmy więźniami swojego domu. Mało zwiedzaliśmy, niewiele mieliśmy okazji na całkowity luz. Ten rok był dla nas wielkim wyzwaniem i nie wszystko przebiegało, tak jak sobie to zaplanowaliśmy. W tym artykule chciałbym skupić się na tych negatywnych zmianach, które nastąpiły w naszym życiu. Nie myślcie jednak, że żałuję powrotu do ojczyzny. Jest wręcz przeciwnie. Pokochałam życie w Polsce od nowa. Jednak ta miłość jest dojrzalsza, bardziej świadoma. Mimo, że już nie za

WRACAMY DO POLSKI!


Decyzja o powrocie do Polski dojrzewała we mnie przez długie miesiące. Zawsze wiedziałam, że chcę wrócić pewnego dnia, ale ten dzień był bardzo odległy, wręcz małorealny. Dlaczego tak bardzo pragnełam powrotu? Powodów było kilka. Jedne się pojawiały, drugie znikały, zależnie od tego, w jakim miejscu swojego życia w danej chwili się znajdowałam. Na początku chciałam wrócić ze względu na niespełnione ambicje zawodowe. Później doszła chęć ucieczki od problemów, czasami górę brała samotność, a kiedy indziej potrzeba powrotu do tego, co znane, zastałe. Przede wszystkim jednak od zawsze tęskniłam. Tęsknota była wpisana w moją codzienność. Niemal każdy dzień był nią wypełniony. Tęskniłam za bliskimi, za polskim latem, za domem rodzinnym, za przyjaciółmi. Czasami nabierała ona większego wymiaru. We wszystkim idealizowałam Polskę. Marzyłam o spacerze nad Sanem, wyjazdem w Bieszczady, o zapiekance z pieczarkami na dworcu PKP czy udaniu się do miejskiej biblioteki. Z wielkim żalem obserwowałam jak życie mojej rodziny, przyjaciół przebiega bez mojego udziału. Stałam jakby za parawanem i nie mogłam go odsłonić, by być bliżej nich. Nie byłam przy siostrze, gdy urodziła długo oczekiwane dziecko. Nie pojechałam na ślub najlepszej przyjaciółki. Nie zdążyłam pożegnać się z ukochaną babcią.


Na emigracji przepłakałam wiele nocy. Niejednokrotnie próbowałam w myślach cofnąć czas. Zastanawiałam się o sens pobytu w UK. Kłóciłam się o to z mężem. Nie jeden raz pakowałam w złości walizkę, by na następny dzień ją rozpakować. Czułam, że brakuje mi miejsca, które mogłabym nazwać swoim domem. Moje serce było rozdarte pomiędzy dwoma krajami. Z jednej strony była Polska i wspaniałe wspomnienia z nią związane. Rodzina, przyjaciele, ukochane miejsca. Stara jabłoń w sadzie, zapach domowego chleba w domu teściów, Wigilia w gronie rodziny. Z drugiej strony moja przybrana ojczyzna – Anglia. To tutaj tak naprawdę rozwinęłam skrzydła. Zdobyłam dobrze płatną posadę, założyłam swoją księgarnię, nauczyłam się języka, zarobiłam niemałe pieniądze. W UK zawarłam nowe znajomości, poznałam masę wspaniałych ludzi z różnych zakątków świata. To tutaj rozpoczeło się moje dorosłe życie. I to życie w pewnym sensie mi odpowiadało. W Anglii czuje się bezpiecznie pod każdym względem. Uwielbiam klimat angielski, angielską uprzejmość i wszechobecną tolerancję. 

I tak o to tym sposobem jednego dnia nienawidziłam siebie za podjęta decyzję o emigracji a następnego idealizowałam swoje życie w UK. Totalna karuzela nastrojów. I pewnie tak trwałabym w wiecznym rozerwaniu pomiędzy sercem a rozumem, gdyby moja sytuacja prywatna się nie zmieniła...

 
 

Trzy miesiące temu urodziłam drugiego synka. O ile z pierwszym dzieckiem byłam w stanie prowadzić swoją firmę i nawet przez pewien czas wrócić na pół etatu do pracy, o tyle z dwójka maluchów jest to po prostu dla mnie niemożliwe. Dzieci wymagają bardzo dużo uwagi i pracy. Do tego dochodzi mały metraż mieszkania, który jest niewystarczający dla naszej czwórki. Kluczowym jednak powodem podjętej przez nas decyzji był brak rodziny. Mojemu starszakowi brakuje kontaktów z dziadkami, kuzynostwem. 

Wracamy do Polski choć pozostawiamy sobie otwartą furtkę. Nie zarzekamy się, że nasza noga nigdy już nie postanie na angielskiej ziemi. Nie wiemy, jak się wszystko ułoży, czy zrealizujemy swoje plany i czy będziemy szczęśliwi w ojczyźnie, która niestety, ale idealna nie jest.

I choć serce raduje się na samą myśl o przeprowadzce, to z drugiej strony czuję strach i niepewność. Niełatwo jest zaczynać nowe życie po 30-tce. A to nas właśnie czeka. Start niemalże od zera. Boję się czy nie znienawidzę Polski za jej brak tolerancji, arogancję. Boje się, że się nie odnajdę w nowej rzeczywistości. Ale najbardziej boje się tego, że już nigdy nie znajdę swojego miejsca na ziemi i już na zawsze pozostanę emigracyjną duszą rozdartą między dwoma ojczyznami...




Jeżeli spodobał Ci się mój tekst zapraszam do przeczytania innych. Zachęcam również do pozostawienia śladu w postaci komentarza lub polubienia mojego Fan Page na Facebook :) Pisanie artykułów zajmuje mi sporo czasu. Pokażcie się, żebym wiedziała, że jesteście ze mną! :)

Pozdrawiam serdecznie
                                                          Emigrantka na zachodzie
 Photo by freestocks.org on Unsplash

Komentarze

  1. Jakbym czytała o swoich odczuciach......Będę śledziła Twoje zapiski z zainteresowaniem.Pozdrawiam serdecznie.Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się na bieżąco dodawać posty dotyczące powrotu do Polski ;) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Trzeba przezwyciężyć wszystko, jak to w życiu. Niestety początek był trudny po powrocie do ojczyzny.. jednak daliśmy radę.. wspólnymi siłami staramy się tworzyć rodzinę, taką jaką chcemy być.. choć czasem nie jest łatwo, to jednak warto było wrócić by móc w pełni korzystać z częstszych niż wcześniej wspólnych spotkań rodzinnych.. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem jak długo byłaś/byliście w UK, ale Polska to nie ten sam kraj, który zostawiłaś.
    Najważniejsze jakim ludźmi będziesz się otaczać.
    Jedni będą ciągnąć w dół, będzie ich znacznie więcej niż tych pozytywnych.
    Ale jak będziesz miała pomoc Rodziny to powinno być ok.
    Ale jak będziesz chciała pracować to dziećmi i tak ktoś będzie musiał Ci pomóc opiekować się.

    OdpowiedzUsuń
  4. Normalnie jakbys czytala mi w myslach... czuje dokladnie to samo.. za rok takze mamy zamiar wracac... obawy sa i te hustawki nastrojowe jednego dnia chce wracac bardzo drugiego juz mysle inaczej i zaczyna mnie paralizowac strach o to co bedzie.. jak bedzie wygladalo nasze zycie po powrocie... czy podolamy..

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak bym czylata o sobie... Każdego dnia wyobrażam siebie jak to będzie gdy wrócę, a będąc w Pl po tygodniu chce już wracać do UK
    Moje serce jest równie rozdarte jak twoje. Trzymam kciuki za to że ty swoje poskladasz��

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Emigrantko, zauważyłam, że wielokrotnie pisze pani "polak", "polakami". Nazwy członków narodu piszemy wielką literą w języku polskim. Emigracja nie zwalnia z obowiązku poszanowania języka ojczystego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi ;) Człowiek się uczy całe życie :) A język polski bardzo szanuje, ale zdaża mi się popełniać błędy ;)

      Usuń
  7. Początki bywają trudne, ale wierzę, że odnajdziecie Wasz kawałek świata w Polsce-tego Wam życzę z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, to rozdarcie i ta trudna do opisania wieczna tesknota. Dwa zycia. Dwie rzeczywistosci. A w glowie ciagle mysl 'gdzie zyloby nam sie lepiej?'. Moj maz jest Anglikiem i nie chce zamieszkac w Polsce. Gdyby natomiast chcial, chyba wybralabym ojczyzne. Pozdrawiam. Ola

    OdpowiedzUsuń
  9. Życze powodzenia i napewno bede sledzic wasze losy , wlasnie stanelam przed decyzja wyjazdu z Polski zostawilam swoj dobrze prosperujacy salon fryzjerski swoja pasje i przyjaciol . Jestem pelna obaw i do tego w 31 tygodniu ciazy przestraszona ale jednoczesnie szczesliwa po 10 latach starania sie z moim bylym mezem marzenia sie spelnily.... po dwuch latach spotykania sie z moim obecnym partnerem los nam zesłał nasze szczescie . Zostawilam wszystko i zaczynam od poczatku wszystko jes obce i nie znane . Dziekuje ze dzielisz sie swoimi odczuciami bo dzieki temu czuje ze to nowy nie koniecznie gorszy etap w moim zyciu.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty