Przejdź do głównej zawartości

Polecane

O powrocie do Polski słów kilka (tych mniej optymistycznych)

Rok temu żegnałam się z angielskim niebem. Piłam ostatnią kawę ze znajomymi w Pret A Manger. Odwiedzałam zachłannie ulubione miejsca. Pakowałam się i czekałam na lepszy czas w nowym domu - w Polsce.
To był dziwny rok. Nie gorszy ani nie lepszy niż poprzednie. Będąc jeszcze w UK, wyobrażałam sobie życie w Polsce, jako jedne wielkie wakacje. Rzeczywistość, jak zwykle, okazała się inna. Szczerze mówiąc, większość czasu upłyneła nam na chorobach, pobytach w szpitalach, kwarantannach. Od marca praktycznie jesteśmy więźniami swojego domu. Mało zwiedzaliśmy, niewiele mieliśmy okazji na całkowity luz. Ten rok był dla nas wielkim wyzwaniem i nie wszystko przebiegało, tak jak sobie to zaplanowaliśmy. W tym artykule chciałbym skupić się na tych negatywnych zmianach, które nastąpiły w naszym życiu. Nie myślcie jednak, że żałuję powrotu do ojczyzny. Jest wręcz przeciwnie. Pokochałam życie w Polsce od nowa. Jednak ta miłość jest dojrzalsza, bardziej świadoma. Mimo, że już nie zamieniłabym życia w Po…

CZY WARTO OBCHODZIĆ ŚWIĘTA BOŻEGONARODZENIA NA EMIGRACJI?




Święta Bożego Narodzenia nie dla wszystkich są synonimem ozdobionej choinki, wspólnie śpiewanych kolęd czy wieczoru spędzonego razem z rodziną przy Wigilijnym stole. I myślę, że niemal każdy emigrant wie, o czym mowa. Bo o ile zdobycie choinki nie stanowi dla nas problemu, o tyle Święta spędzone w gronie rodzinnym niejednokrotnie stają się dla nas niespełnionym marzeniem.

Czy jest sens obchodzić Święta na obczyźnie, jeżeli nie możemy spędzić ich z najbliższymi? Czy warto ubierać choinkę, jeżeli nie będziemy mieli z kim dzielić się jej widokiem? Czy gotowanie wigilijnych potraw nie jest marnowaniem czasu, jeżeli przy stole zabraknie naszych rodziców, rodzeństwa, dziadków?

Niejednokrotnie zadawałam sobie tego typu pytania. I choć nigdy nie byłam całkiem samotna, bo mieszkam z mężem (teraz jeszcze dodatkowo z synkiem), to nieraz zastanawiałam się nad sensem obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia. Bo wiadomo, nie ma przy nas bliskich. Bo nie nie ma z kim podzielić się opłatkiem, poza małżonkiem. Bo oboje pracujemy do późna w Wigilię i czasami również w pierwszy dzień Świąt. A i często brakuje planu, pomysłu na organizację i ich przygotowanie. Wiadomo - grudzień, wszędzie busy, centra handlowe, w których pracowałam, wypełnione po brzegi. I kiedy znaleźć czas na lepienie pierogów, jeżeli od rana do wieczora spędza się dzień w pracy? I czy jest sens kupna choinki skoro wynajmujemy pokój i miejsca brak na jej przechowywanie, więc w ostateczności zaraz po Świętach wyląduje w koszu?

Co roku nachodziły mnie te same wątpliwości. I nie raz wylałam tonę łez, bo tęskniłam za rodziną, za śniegiem, za polskimi Świętami. I byłam zła i wściekła, na siebie, na męża, na tą całą emigrację. Praca wykluczała urlop w okresie świątecznym, ceny biletów również nie zachęcały do wyjazdu. Ale mimo wszystko, mimo pewnego rodzaju pustki, zawsze organizowałam Święta Bożego Narodzenia. I co roku kupowałam choinkę i ją przystrajałam. Nie mogliśmy spędzać Świąt z rodziną więc wytworzyliśmy swoje własne tradycje. I nigdy nie zabrakło opłatka i sianka pod obrusem.

Dlaczego to robiłam? Być może trochę na siłę starałam się poczuć, choć namiastkę polskich Świąt. By nie zapomnieć, by nie zobojętnieć, by nie czuć się maszyną jedynie do zarabiania pieniędzy. Bo przecież miałam przy sobie najważniejszą osobę.

W tym roku 24 grudnia nakryje stół białym obrusem. Przygotuje czerwony barszcz, rybę, pierogi i gołąbki. Upiekę sernik i makowiec. Włożę pod choinkę pięknie zapakowane prezenty. Włączę kolędy. Zapalę świeczkę o zapachu jabłka z cynamonem. I będziemy rozkoszować się magią Świąt w naszym własnym, polsko-angielskim wydaniu.

A czy warto? Czy nie oszukuje samą siebie? Nie wiem. Wiem, że przeglądając stare zdjęcia z uśmiechem wspominam każde Święta spędzone w Wielkiej Brytanii. I choć bez rodziny, bez śniegu, bez kolędników to każde z nich miało w sobie odrobinę świątecznej magii, którą udawało mi się dla nas zapewnić....


Jeżeli spodobał Ci się mój tekst zapraszam do przeczytania innych. Zachęcam również do pozostawienia śladu w postaci komentarza lub polubienia mojego Fan Page na Facebook :) Pisanie artykułów zajmuje mi sporo czasu. Pokażcie się, żebym wiedziała, że jesteście ze mną! :)

Pozdrawiam serdecznie
Emigrantka na zachodzie
 Photo by Evelin Horvath on Unsplash

Komentarze

  1. Oczywiście, że warto ! Ja kocham Boże Narodzenie ❤️ .. Teraz, gdy mamy już dwójkę dzieci, to dla nich staramy się stworzyć tą magię i cudowne wspomnienia na całe życie. Ściskam ciepło i życzę wspaniałych chwil ❤️🎄💖🎀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Ściskam mocno i życzę Wesołych Świąt :)

      Usuń
  2. Ja wyemigruję już niebawem z mężem i synkiem (obecnie 16 miesięcy), będziemy się starać przyjeżdżać na święta do Polski, ale wiadomo, jak to czasami w życiu bywa... Ze względu właśnie na malucha będę ubierała choinkę i próbowała obchodzić święta za granicą ;) Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt! Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również pozdrwiam :) Ściskam mocno i życzę Wesołych Świąt :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty